sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 1
Wieś nie była duża, około 250 mieszkańców i prawie wszyscy się ze sobą znali. Noa, nastoletnia miszkanka właśnie tej wsi,  zamiatała stajnie co chwila przecierając ręką spocone od gorąca czoło.
- Co malutki. - powiedziała dziewczyna głaszczą po łbie swojego konia który z zaciekawieniem wystawał głową zza krat boksu. Noa była szesnastoletnią wrażliwą dziewczyną żyjącą w zgodzie ze wszystkimi. Jak codzien sumiennie i pracowicie oporządała stajnie żeby jej przyjacielowi było zawsze czysto i przyjemnie.
- Kochanie jak będziesz gotowa to przyjdź do mnie czekam przed stajnią. - Z drugiego końca korytarza dało się słyszeć głos Karin. Karin była młodą, zadbaną kobietą jak  również matką Noi. Zawsze była dość zapracowana ale gdy tylko miała czas starała się spędzać jak najwiecej wolnych chwil z córką.
- Już ide. - zawołała za nią Noa po raz ostatni przecierając ręką czoło i odłożyła miotłe na bok. - No i ślicznie ! - stwierdziła rozglądając się po stajni i puszczając przy tym oko do karego wałacha. Ten jakby odpowiedział jej skinięciem głowy ale dziewczyna już tego nie zauważyła, szybkim biegiem pędząc przez stajnie. Karin czekała przed budynkiem z założonymi na piersi rękami i uśmiechnęła się od razu na widok córki stojącej już teraz na przeciw niej. Przyłożyła ręke do włosów Noi wyjmując z nich ździbło siana.
- Nawet w taki dzień nie możesz postarać się o przyzwoity wygląd ? - zagadnęła, delikatnie się przy tym śmiejąc i kręcac pobłażliwie głową. Noa z początku zmarszczyła brwi nie wiedząc o co chodzi i rozglądnęła się po podwórku.
- Jaki dzień o czym ty mówisz ? - odparła zaciekawiona nie przypominając sobie nic szczególnego. Początek wakacji, czy wtedy z reguły działo się coś okazyjnego?
- Noa kochanie, masz dzisiaj urodziny czy na prawde jesteś tak rokojarzona by nie pamiętać najszeczęśliwszego dnia w twoim życiu ?- spytała już lekko poważnie Karin nie mogąc uwierzyć w roztargnienie swojej córki. Noa jednocześnie uniosła obie brwi w zdziwieniu, za chwile kucając przed matką.
- Faktycznie dzisiaj są moje urodziny, a ja o tym zupełnie zapomniałam. - Zamyśliła się przez chwile,  patrząc ślepo w ziemie.
- Na pewno nie jesteś przeciętną nastolatką.. - westchneła Karin opierając się teraz o drzwi szopy. - Ludzie czekają cały rok na to wydarzenie, odliczają dni a ty po prostu tak sobie zapomniałaś. - uśmiechnęła się znowu, zadzierając smukłą szyje do góry.
- No to na co czekasz, śpiewaj mi sto lat i tak żeby cała okolica słyszała. - Wyszczerzyła się dziewczyna, podnosząc się przy tym z ziemi i delikatnie szturchając swoją matkę w ramie.
- Myśle, że raczej już z tego wyrosłaś. - odpowiedziała z usmiechem Karin, za chwile wkładając ręce do kieszeni swoich spodni. - Chce ci podarować coś co sama sobie wybierzesz i na pewno nie znudzi Ci się po godzinie, przynajmniej mam taką nadzieje.. - westchneła nadal nie odrywając uśmiechu z twarzy. Noa podejrzliwie spojrzała na matke przechylając głowe nieco w bok. - Tak więc pojedziemy dziś po nowego członka rodziny który mam nadzieje zapełni ci samotne wieczory przy których ja niestety nie moge być obecna. - kontunuowała dalej odrywając plecy od ściany. Noa odsłoniła swoje zęby ciesząc się jak dziecko i złapała Karin za ramie.
- No to nie ma chwili do stracenia chodźmy. - szarpnęła Karin kierując się w strone auta.
- Czy ty wiesz nawet o czym ja mówie ? - zmarszczyła brwi Karin jakby ta zepsuła jej niespodzianke.
- Oczywiście, wybacz ale nie trudno się domyślić, już dawno o tym myślałaś ale czekałaś na odpowiedni moment prawda ? - Noa uśmiechnęła się do niej jak diabełek i zasiadła na miejscu obok kierowcy.
- Szkoda, że taka sprytna nie jesteś w pamiętaniu ważnych dat ze swojego życia. - Karin odwzajemniła również szatański uśmieszek i ruszyła jeepa wyjeżdzając nim z podwórka.
        Noa wysiadła pospiesznie z samochodu będąc już przed schorniskiem. Ujadanie i szczekanie psów było słychać zapewne w całej okolicy a jej aż zrobiło się przykro. Musiało tu być setki psów a większość z nich nigdy nie zdobędzie rodziny ani domu. Wpuściła wolno powietrze do płuc za chwile czując ręke na swoim ramieniu.
- Bardzo przykre miejsce. - westchnęła Karin, stojąc chwile z córką i rozglądając sie po okolicy. - Chodź, nie ma co zwlekać, przynajmniej my uratujemy jedną dusze. - uśmiechnęła się zachęcająco do córki robiąc zachęcająco krok w przód. Noa od razu ruszyła za nią patrząc się na swoje stopy. Karin otworzyła spruchniałą furtke wchodząc przy tym na posesje a w jej strone od razu przybiegła drobna dziewczyna z jasnymi warkoczami.
- Witam w czym moge pomóc ? - uśmiechnęła się do nich radośnie niecierpliwie przystępując z nogi na noge.
- Chciałybyśmy zaadoptować pieska. - Odpowiedziała rówinież wesoło Karin patrząc przez moment na córke. - To znaczy pieska dla tej pani. - Zwróciła się z powrotem do dziewczyny ciągając Noe lekko za ramie.
- Ależ naturalnie, zapewne jakiegoś szczeniaczka jak miewam ? - Popatrzyła na nich pytająco i ruszyła przed siebie. - Tydzień temu jadąc do pracy i jak zawsze przejeżdżając przez tory zobaczyłam dość spory karton położony pomiędzy szynami. Było to dość dziwne tym bardziej że karton za każdym razem się poruszał. Wysiadłam od razu z samochodu z zaciekawieniem zaglądając do niego. I wiedzą Panie co ? 6 szczeniaczków z radością machającymi ogonkami na mój widok. Od razu bez zastanowienia załadowałam karton z pieskami do bagażnika i dostarczyłam je tutaj. Na prawde czasami nie umiem sobie wyobrazić co za okrucieństwo drzemie w ludziach. Czy tak trudno było chociażby przeżucić karton na teren naszej posesji a nie stawiać wyrok śmierci na tak niewinne stworzenia. - Dziewczyna nerwowo pokręciła głową wzdychając cieżko.
- To na prawde straszna historia. - odpowiedziała Karin marszcząc brwi z niedowierzaniem i odwracając się za córką.
- No widzi Pani, tacy są ludzie. Przejdzmy przez ten korytarz i na końcu zobaczą Panie te cudowne maluchy . - usmiechnęła się znowu, prowadząc je przez schronisko.
- Przepraszam a mogłabym się rozejrzeć po wszytkich klatkach w sumie to nie przyjechałam tu z uwagi na szczeniaka. - Zawołała za nią Noa wystając zza ramienia matki.
- Ależ naturalnie, przepraszam, że nawet o to nie spytałam. - odpowiedziała teraz już troche zakłopotanie dziewczyna zarzucając ręke za głowe.
- Świetnie. - odrzekła radośnie Noa wychodząc na przeciw i rozglądając sie po klatkach. Karin spojrzała tylko na wolontariuszke unosząc ramiona w geście bezradności i podeszła do niej pogłębiając się w jakiejś nowej rozmowie. Noa już ich nie słuchała, skupiona była teraz zupełnie na psach. Było jej tak przykro, przechodząc koło klatek każdy pies szczekał i podskakiwał jakby nadziejnie spoglądając w jej oczy żeby wybrała właśnie jego. Podeszła do jednej z kaltek głaszcząc każdego z nich. To będzie trudny wybór, na pewno każdy z nich zasługiwał na dom ale który najbardziej pasował do niej ? Przechadzała się tak cały czas po całym schronisku w pewnym momencie zatrzymując się przy jednej klatce zza której jak zwykle podskakiwały w jej strone różne pieski a jej uwage przykuł tylko jeden. W starej zniszczonej budzie wystawał tylko pyszczek i przednie łapki. Pies leżał smutno patrząc się ślepo przez siebie nawet nie zwracając na nią uwagi, jakby pogrążony w swoich własnych myślach. Noa kucneła przyglądając się uważnie pieskowi i chcąc go jakoś do siebie zachęcić zagwizdała wkładając miedzy szczeble dwa palce. Inne psy troche jej w tym przeszkadzały ale nie traciła kontaktu wzrokowego ze smutnym psem z budy.
- Hej, malutki chodź tu. - zachęciła go miłym głosem a jego ucho lekko przekżywiło się w jej strone. Noa uśmiechnęła się na ten mały gest z jego strony próbując mu jakoś zajrzeć w oczy by ten na zwrócił na nią nieco swoją uwage. Inne pieski wciąż niedawały jej spokoju a ona zachichotała tylko delitaknie głaszcząc każdego z nich po kolei.
- Hej maluchy zachęcie jakoś tego pieska z tyłu. - powiedziała do nich a te nierozumiejąc jej ,przechyliły tylko głowy w bok zaraz potem znowu liżąc ją po rękach. Noa siedziała cierpiliwe przed klatką a "smutny pies" jak go narazie nazwała nadal kompletnie ją olewał ale ona nie ustępowała. Zobaczyła w nim coś wyjątkowego. W tym niby pustym spojrzeniu dostrzegła więcej emocji niż u normalnych psów. Wyrażały, smutek, żal i być może tęsknote jak zauważyła i pomyślała, że chciałaby się dowiedzieć jak tu trafił. Podniosła się w końcu jeszcze chwile obserwując psa i otrzepała się z ziemi.
- Zaraz przyjde. - zerknęła na niego z uśmiechem i powędrowała w strone matki i dziewczyny w warkoczach. - Przepraszam a ten ? - wskazała palcem na przed ostatnią klatke z pytającym wyrazem twarzy. Dziewczyna powędrowała wzrokiem za jej ręką i od razu powędrowała do wskazanej klatki.
- Co znaczy ten ? - spytała się uprzejmie jasnowłosa.
- Chodzi mi o tego pieska z tyłu.  - wskazała palcem na zniszczoną bude i psa który nadal mimo lekkiego zamieszania przed jego klatką nie zwrócił na nikogo uwagi.
- Mówisz o Dante ? - spytała się podejrzanie dziewczyna przechylając głowe nieco w bok.
- Być może, chodzi mi o tego najsmutniejszego psa.  - odparła ponownie głaszcząc pieski które stanowczo domagały się jej uwagi.
- Ah Dante no tak, z pewnością można go tak nazwać. Od razu ci powiem że nie jest to żaden młodziak a w schronisku jest już około 5 lat. Trafił do nas przez to, że zmarła jego właścicielka i od tego czasu można by było chyba powiedzieć, ze się załamał. To znaczy nie wiem jaki był wcześniej ale myśle że na pewno miał więcej blasku w życiu. - westchęłnęła dziewczyna zarzucając ręce na piersi.
- To ciekawe, mogłabym go zobaczyć ? - spytała się zainteresowana dziewczyna i podeszła bliżej kaltki zobaczyć czy pies może choć troche odżył.
- Oczywiście, ale jesteś pewna ? Ten pies nie jest taki krzepki jak inne a wydaje mi się, że dla takiej nastolatki bardziej nadaje się jakiś energiczny piesek. - zawachała się nieco dziewczyna, patrząc się na Noe.
- Pozwól, że ja sama zdecyduje co jest dla mnie dobre. - odpowiedziała troche nieuprzejmie Noa ale nie lubiła gdy ktoś decydował za nią. Skoro tak postanowiła to dziewczyna powinna się zgodzić od razu i pokazać jej psa. Jej zdaniem każdy zasługiwał na szanse a ona sama lubiła inność. Była ciekawa tego najsmutniejszego psa na świecie i być może chciała wycisnąć z niego szczęście co uważała za możliwe. Wolontariusza bez słowa otworzyła klatke i weszła do środka przeciskając z trudnem przez inne pieski które wydawało się że zaraz wyskoczą z radości. Zdjęła sobie smycz z szyji i zapięła Dantego na obroże a ten obojętnie ale posłusznie wstał i powędrował za nią. Noa czekając cierpiliwie przed klatką obserwowała powolne ruchy psa którego wzrok był wciąż wbity ślepo przez siebie.
- No więc prosze, możesz go potrzymać. - powiedziała sucho dziewczyna którą chyba poprzedni tekst nieco uraził. Stanęła z boku opierając się o klatke i patrząc się zmieszanie na swoje buty. Noa przejęła od niej smycz od razu kucając przed psem.
- No w końcu moge cię zobaczyć z bliska. - powiedziała do niego, głaszcząc go delikatnie po głowie i patrząc się wesoło w jego oczy. Pies jakby wyrwał się na chwile ze swoich myśli i spoglądnął się teraz w prost na nią wachąjąc ją przy tym nosem po rękach. Noa momentalnie poczuła jego spojrzenie na sobie i spoważniała automatycznie. Pies przeszył ją spojrzeniem.. nie umiała nawet tego opisać. Było to niezwykle inteligemtne tak dużo wyrażające spojrzenie i takie zupełnie nie zwierzęce. Miała wrażenie, że patrzy w oczy człowieka, człowieka zmarnowanego, smutnego i beznadziejnego..
- Moge się z nim przejść ? - zadarła teraz głowe nieco do góry wypatrując zza psa dziewczyny z warkoczykami.
- Jasne. - odpowiedziała natychmiast dziewczyna do której zaraz potem podeszła Karin.
- Noa wybrałaś już sobie psa ? - spytała się córki i podeszła zaraz do niej przyglądając się psu.  - Ale to już chyba nie jest młodzieniaszek co ? - stwierdziła patrząc na jego lekko wyliniają sierść i oklapłe uszka.
- Wydaje mi się, że jest tylko zaniedany a w środku tak na prawde drzemie dusza szczeniaka. - odopowiedziała na jej pyatnie i puściła oczko do psa. Zaraz potem wstała i zrobiła mały krok w przód. - Chodź Dante,  przejdziemy się. - zachęciła go miłym spojrzeniem a ten od razu posłusznie ruszył za nią bez zbytniego entuzjazmu na pyszczku. Noa przechadzała się z nim po szerokiej polanie trzymając za końcówke smyczy i patrząc się rozmarzona w niebo. - Spójrz w góre Dante, czy widok nieba to chociażby nie jeden z powodów żeby cieszyć się życiem ? - powiedziała jakby do siebie wiedząc, że pies i tak jej nie zrozumie. Dante jednak ze spuszczoną głową nakierował ucho w strone jej głosu i za chwile uniósł nieco pyszczek spoglądając na niebo. Noa nie zauważając tego nadal patrzyła się w góre. - Szkoda, że nie umiem latać, pofrunęłabym wtedy wysoko szybując między chmurami.. - kontunowała dalej swoje myśli za chwile spoglądając na psa który teraz patrząc przed siebie jakby słuchał  jej cały czas uważnie. - Wracamy, co chłopaku ? - kiwnęła w jego strone a ten niepewnie obracając głowe w jej strone dał jej pełne zgody spojrzenie i usiadł na chwile powtórnie spoglądając się w niebo. - Wiesz co zdaje mi się, że twoje oczy mają język. - zaśmiała się delikatnie i ruszyła w powrotną droge. Zauważyła że Karin razem z dziewczyną klęczą przed klatką ze szczeniakami a ta bierze w dłonie jednego małego szczeniaczka śmiejąc się gdy ten obcałowywał ją po całej twarzy.
- O Noa jesteś już, zobacz jakie cuda. - to mówiąc matka podniosła się z ziemi i przybliżyła się do córki razem ze szczeniaczkiem na ramionach. Noa pogłaskała malca po głowie i uśmiecjnęła się do matki.
- Tak są cudne mamo, ale już zdecydowałam chce Dantego. - odparła wskazując głową na psa za nią i pogłaskałą go delikatnie po głowie.
- Och Noa jesteś pewna ? Zobacz na te maluchy czyż nie są przesłodkie. - Karin nadal nieprzekonana wyobrem córki prawie położyła jej szczeniaka na twarz.
- Mamo zdaje mi się, że to moje urodziny. - dała jej porozumiewawcze spojrzenia córka i zrobiła jeden krok w tył gdy prawie zostając zamiażdżona szczeniakiem.
- No tak, tak córuś. - westchęła juz tylko bezradnie Karin i odłożyła pieska na ziemie. - A więc chodź załatwimy wszystko co tam trzeba i zabierzemy go ze sobą. - uśmiechneła się niepewnie i pogłaskała Dantego po grzbiecie. Noa wyszczerzyła się w szczerym uśmiechu i prawie pobiegła przez korytarz schroniska by jak najszybciej to załatwić. Czuła, że dokonała właściwego wyobru i ani przez chwile nie miała wątpliwości, że powinna zmienić zdanie.


czwartek, 13 czerwca 2013

Prolog
- Halo policja ?
- Tak słucham o co chodzi.
- Prosze przyjechać na ulice makową 13, jest cisza nocna a pies w sąsiednim domu tak ujada, że nie da się spać.
- A była Pani może w tym domu czy ktoś tam jest ?
- Oczywiście, że byłam nikt mi nie otwiera albo nie chce albo najzwyczajniej nikogo nie ma, a ten ujadacz budzi moje dzieci i nie da się skupić na racjonalym myśleniu.
- Dobrze, zaraz przyjedziemy i spróbujemy temu zadziałać, jeśli nikt się nie zgłosi damy ostrzeżenie pisemne które jak w przyszłości nie zadziała podejmiemy odpowiednie kroki prawne.
- Dziękuje serdecznie i prosze się pospieszyć.
15 minut później na miejsce przyjechało dwóch uzbrojonych policjantów około czterdziestki. Jeden dość grubiański ledwo wydostał się z samochodu i zamykając za sobą drzwi kierowcy rozglądnął się po okolicy.
- Rzeczywiście tak ujada, że nie da się skupić - stwierdził marszcząc przy tym brwi, zwracając się do kolegi. Z sąsiedniego domu od razu przybiegła w ich strone kobieta na której młodej twarzy ale równocześnie zniszczonej i wyczerpanej pojawiła się zmarszczka zniecierpliwienia.
- No nareszcie Panowie są ! Już słuchać się tego nie da, inni sąsiedzi również się skarżą ale boją sie tej wariatki co tam mieszka. Ja mam niestety dzieci i jestem zmuszona zawiadomić o tym odpowiednie służby.
- Co ma Pani na myśli mówiąc że to wariatka ? - spytał się jakby obojętnie szczuplejszy mężczyzna obserwując dom w którym ujadał pies.
- Oh prosze Pana na myśli to ja mam dużo, ale jak najłagodniej moge stwierdzić że to zwykła stara dziwaczka. Dzieci się jej boją, nigdy z nikim nie rozmawia a listonosz boi się włożyć listu do skrzynki. Albo jest wariatką i rzuciło jej się na mózg, zresztą jak widać jej pies nie jest lepszy albo... - kobieta w tym momencie ściszyła nieco głos rozglądając się na boki jakby obawiając się że ktoś podsłuchuje. - jest czarownicą.. prosze mi wierzyć mamy 21 w. ale ta kobieta sprawiała że nawet ja zaczęłam wierzyć w bajki. - kobieta w końcu skończyła robiąc krok nieco  w tył i patrząc się poważnie na policjantów. Ci popatrzyli tylko po sobie jakby rozbawieni jednak jeden z nich odezwał się w końcu.
- Dobrze więc zobaczmy co się stało z psem, może zamieniła kogoś w kundla a ten nie może się pogodzić ze swoim nowym wcieleniem. - zaśmiał się przeciągle na co jego partner również odpowiedział zduszonym śmiechem a kobieta patrzyła tylko po ich obu z kaprysem na twarzy.
- Wierzcie albo nie Panowie, ale mieszkam w tej okolicy od urodzenia i znam tu wszystkich a tej kobiety nie da się poznać.

 - Halo ? Czy jest tam kto ? Prosze otworzyć policja. - powiedział policjant pukając już w drzwi zaniedbanego domu. Po drugiej stronie dało się słyszeć wściekłe ujadanie, teraz jakby jeszcze głośniejsze. Za chwile ostre pazury zaczęły drapać w drzwi łkając rozpaczliwie jakby działa się mu krzywda. Gruby policjant spojrzał się znacząco na kolege a ten paroma mocnymi kopniakami otworzył drzwi. Drugi przygotowując wcześniej pistolet stanął zboku mając skupienie na twarzy w razie czego jakby pies był agresywny. Za drzwiami stał  średniego wzrostu kundel, radośnie merdając ogonkiem i skacząc na chwile na jednego z nich zaczynając lizać go po rękach i znowu głośno ujadać w geście radości.
- Opuść broń. - rzekł rozbawiony mężczyzna - Jest nie groźny. - dodał głaszcząc psa po głowie.
- Chyba rzeczywiście nikogo nie ma w domu. - stwierdził drugi stawiając noge za próg i rozglądając się po zaniedbanym brudnym mieszkaniu. - może ktoś cie porzucił co ? - spojrzał na myśliwskiego psa poprawiając sobie pasek spodni. Pies zeskoczył z policjanta podchodząc teraz do tego grubego, piszcząc niecierpliwie i wbijając w niego swój mądry wzrok. Zaszczekał jeszcze raz idąc wzdłuż korytarza przystając na końcu i jakby czekając aby ci poszli za nim.
- Zdecydowanie chce nam coś pokazać. - odrzekł gruby policjant robiąc krok w przód do oczekującego na nich psiaka. Pies doprowadził ich do również brudnego zaniedbanego salonu w którym tyłem do nich siedziała jakaś postać. Pies podszedł do niej i szturchnął nosem martwą starą dłoń, kładąc ją sobie przy tym na głowie. Skulił uszka, a jego wzrok momentalnie stał się smutny i zraniony. Wbijał wzrok przed siebie za chwile zamykając oczy jakby wiedząc, że to jego ostatnie chwile ze swoją właścicielką.
- Biedna psina.. - policjant oderwał ręke od szyji starej kobiety sprawdzając tym puls. - Teraz już wiem skąd powód szczekania. - stwierdził wracając do pionu i zakładając ręce na biodrach.
- A jaka mądra ! - dodał drugi podchodząc do kolegi i gładząc psa po głowie. - No cóż zadzwonie na pogotowie, czarownica wyzionęła ducha. - Zaśmiał sie przy tym i odszedł. Drugi mężczyzna uśmiechnął się tylko wracając wzrokiem do psa.
 - Szkoda mi ciebie mały, musiałeś bardzo kochać swoją właścicielke. - szepnął gładząc psa po karku a ten odchylił nieco głowe i delikatnie polizał dłoń starszej Pani. - Jak ci w ogóle na imie co ? - pokręcił głową policjant przekręcając obróżke psa. Natknął się w końcu na małą zawieszke z napisem DANTE. - A więc chodź Dante twoja Pani jest teraz w dobrych rękach. - powiedział pocieszająco i zapiął psa na smycz. Pies skomlały i smutny beznamiętnie wstał i spojrzał jeszcze raz tęsknym wzrokiem na swoją Panią.