czwartek, 13 czerwca 2013

Prolog
- Halo policja ?
- Tak słucham o co chodzi.
- Prosze przyjechać na ulice makową 13, jest cisza nocna a pies w sąsiednim domu tak ujada, że nie da się spać.
- A była Pani może w tym domu czy ktoś tam jest ?
- Oczywiście, że byłam nikt mi nie otwiera albo nie chce albo najzwyczajniej nikogo nie ma, a ten ujadacz budzi moje dzieci i nie da się skupić na racjonalym myśleniu.
- Dobrze, zaraz przyjedziemy i spróbujemy temu zadziałać, jeśli nikt się nie zgłosi damy ostrzeżenie pisemne które jak w przyszłości nie zadziała podejmiemy odpowiednie kroki prawne.
- Dziękuje serdecznie i prosze się pospieszyć.
15 minut później na miejsce przyjechało dwóch uzbrojonych policjantów około czterdziestki. Jeden dość grubiański ledwo wydostał się z samochodu i zamykając za sobą drzwi kierowcy rozglądnął się po okolicy.
- Rzeczywiście tak ujada, że nie da się skupić - stwierdził marszcząc przy tym brwi, zwracając się do kolegi. Z sąsiedniego domu od razu przybiegła w ich strone kobieta na której młodej twarzy ale równocześnie zniszczonej i wyczerpanej pojawiła się zmarszczka zniecierpliwienia.
- No nareszcie Panowie są ! Już słuchać się tego nie da, inni sąsiedzi również się skarżą ale boją sie tej wariatki co tam mieszka. Ja mam niestety dzieci i jestem zmuszona zawiadomić o tym odpowiednie służby.
- Co ma Pani na myśli mówiąc że to wariatka ? - spytał się jakby obojętnie szczuplejszy mężczyzna obserwując dom w którym ujadał pies.
- Oh prosze Pana na myśli to ja mam dużo, ale jak najłagodniej moge stwierdzić że to zwykła stara dziwaczka. Dzieci się jej boją, nigdy z nikim nie rozmawia a listonosz boi się włożyć listu do skrzynki. Albo jest wariatką i rzuciło jej się na mózg, zresztą jak widać jej pies nie jest lepszy albo... - kobieta w tym momencie ściszyła nieco głos rozglądając się na boki jakby obawiając się że ktoś podsłuchuje. - jest czarownicą.. prosze mi wierzyć mamy 21 w. ale ta kobieta sprawiała że nawet ja zaczęłam wierzyć w bajki. - kobieta w końcu skończyła robiąc krok nieco  w tył i patrząc się poważnie na policjantów. Ci popatrzyli tylko po sobie jakby rozbawieni jednak jeden z nich odezwał się w końcu.
- Dobrze więc zobaczmy co się stało z psem, może zamieniła kogoś w kundla a ten nie może się pogodzić ze swoim nowym wcieleniem. - zaśmiał się przeciągle na co jego partner również odpowiedział zduszonym śmiechem a kobieta patrzyła tylko po ich obu z kaprysem na twarzy.
- Wierzcie albo nie Panowie, ale mieszkam w tej okolicy od urodzenia i znam tu wszystkich a tej kobiety nie da się poznać.

 - Halo ? Czy jest tam kto ? Prosze otworzyć policja. - powiedział policjant pukając już w drzwi zaniedbanego domu. Po drugiej stronie dało się słyszeć wściekłe ujadanie, teraz jakby jeszcze głośniejsze. Za chwile ostre pazury zaczęły drapać w drzwi łkając rozpaczliwie jakby działa się mu krzywda. Gruby policjant spojrzał się znacząco na kolege a ten paroma mocnymi kopniakami otworzył drzwi. Drugi przygotowując wcześniej pistolet stanął zboku mając skupienie na twarzy w razie czego jakby pies był agresywny. Za drzwiami stał  średniego wzrostu kundel, radośnie merdając ogonkiem i skacząc na chwile na jednego z nich zaczynając lizać go po rękach i znowu głośno ujadać w geście radości.
- Opuść broń. - rzekł rozbawiony mężczyzna - Jest nie groźny. - dodał głaszcząc psa po głowie.
- Chyba rzeczywiście nikogo nie ma w domu. - stwierdził drugi stawiając noge za próg i rozglądając się po zaniedbanym brudnym mieszkaniu. - może ktoś cie porzucił co ? - spojrzał na myśliwskiego psa poprawiając sobie pasek spodni. Pies zeskoczył z policjanta podchodząc teraz do tego grubego, piszcząc niecierpliwie i wbijając w niego swój mądry wzrok. Zaszczekał jeszcze raz idąc wzdłuż korytarza przystając na końcu i jakby czekając aby ci poszli za nim.
- Zdecydowanie chce nam coś pokazać. - odrzekł gruby policjant robiąc krok w przód do oczekującego na nich psiaka. Pies doprowadził ich do również brudnego zaniedbanego salonu w którym tyłem do nich siedziała jakaś postać. Pies podszedł do niej i szturchnął nosem martwą starą dłoń, kładąc ją sobie przy tym na głowie. Skulił uszka, a jego wzrok momentalnie stał się smutny i zraniony. Wbijał wzrok przed siebie za chwile zamykając oczy jakby wiedząc, że to jego ostatnie chwile ze swoją właścicielką.
- Biedna psina.. - policjant oderwał ręke od szyji starej kobiety sprawdzając tym puls. - Teraz już wiem skąd powód szczekania. - stwierdził wracając do pionu i zakładając ręce na biodrach.
- A jaka mądra ! - dodał drugi podchodząc do kolegi i gładząc psa po głowie. - No cóż zadzwonie na pogotowie, czarownica wyzionęła ducha. - Zaśmiał sie przy tym i odszedł. Drugi mężczyzna uśmiechnął się tylko wracając wzrokiem do psa.
 - Szkoda mi ciebie mały, musiałeś bardzo kochać swoją właścicielke. - szepnął gładząc psa po karku a ten odchylił nieco głowe i delikatnie polizał dłoń starszej Pani. - Jak ci w ogóle na imie co ? - pokręcił głową policjant przekręcając obróżke psa. Natknął się w końcu na małą zawieszke z napisem DANTE. - A więc chodź Dante twoja Pani jest teraz w dobrych rękach. - powiedział pocieszająco i zapiął psa na smycz. Pies skomlały i smutny beznamiętnie wstał i spojrzał jeszcze raz tęsknym wzrokiem na swoją Panią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz